Inne
- Wrzesień 30, 2008
Jestem przestępcą
a przynajmniej mogę nim być. I to nie wychodząc z domu :) Jakim cudem? Ano, prowadzę blog uodoblog.pl.
No i czasem opieram się na wiadomościach z elektronicznych wydań gazet. Fakt, nie czytałem dokładnie stopek (nie zwróciłem uwagi), ale to co znalazłem dzisiaj na stronie Rzeczpospolitej trochę mnie zmroziło.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie – bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
No i co Wy na to? Rozumiem ochronę własności intelektualnych, ale czy to nie przesada?
Z tego jak działa Rzeczpospolita (i większość papierowych gazet), wychodzi że stosują prawo Kalego – jak ktoś skopiuje nam coś ze strony, to złodziej, a jak my po$%$ materiał lub news, to wszystko jest w porządku. Przykład:
Tak zwana afera wycieku danych z PEKAO S.A. Wpis na blogu Glutha (link) ukazał się z 12 lipca o godzinie 00:12, i już 12 lipca pojawił sie artykuł na stronie rp.pl (link). Czyżby autorzy dostali informacje z depesz PAP a może oparli się na informacjach z GIODO? Ale przecież nie ma najmniejszej wzmianki o PAP na stronie z artykułem, a generalny inspektor nie wydał wtedy żadnego oświadczenia. Czyżby jednak oparli się na blogosferze? Jakoś tak miło by było podać źródło, ale chyba państwa redaktorstwa ika i jen to nie dotyczy. Albo państwo redaktorstwo sami wytropili wyciek z bazy PEKAO S.A.
Żyjemy w czasach, gdzie blogosfera i dziennikarstwo obywatelskie staje się 5 władzą. Nie będę dyskutowała nad poziomem edytorskim i redakcyjny, ale w momentach, kiedy liczy się szybkość przesyłu i dystrybucji informacji stare media pozostają daleko w tyle. Taka jest prawda i należy się z tym pogodzić i w końcu zauważyć “maluczkich”. Sądząc jednak po ostatnich wpadkach językowych i publikowaniu nie do końca sprawdzonych informacji, “stare media” opuszczają też bardzo swój poziom. :)
Idąc dalej, proszę zauważyć, że zakazując jakiegokolwiek użycia swoich materiałów na stronach internetowych, wydawcy podcinają gałąź na której sami siedzą. Czyż nie zależy im na odwiedzalności swoich witryn? Czy dochody z reklam nie mają powiązania ilością odwiedzin? A przecież wystarczyło zaznaczyć, że w przypadku wykorzystania informacji, należy podać źródło pochodzenia. Link do artykułu na poczytnym blogu lub stronie może znacznie zwiększyć liczbę odwiedzin. Ale nie – bronimy przecież swojej własności. :)
Pozostaje jeszcze jedno pytanie: A co z wykop.pl?


3 Trackback(s)