Projekty
- Listopad 25, 2008
Ile wart jest pomysł na biznes?
Z krążących w necie opinii wynika, ze pomysł jest wart 12,5PLN (brutto). Dlaczego akurat tyle? Z artykułu na webstop.pl (link) wynika, że jest to koszt kilku piw… Do niedawna odnosiłem się sceptycznie do takiego pomiatania pomysłem… ale właśnie okazało się, że mam 2 super pomysły, ale nie mam kasy i zespołu na ich realizację. Jeden z nich oddałem na EastCampie, dopłacając 12,5 dla słuchaczy :)
Jakby w parze ze zmianą moich poglądów, pojawił sie u Olgierda Rudaka artykuł o tym, jak ktoś komuś podprowadził pomysł na działający już serwis (link). Czyli nic nowego w sieci – serwis działa, przynosi jakieś dochody i zostaje skopiowany.
Ale o co chodzi?
Na podstawie własny, trudnych doświadczeń (link) Grzegorz Głowacki wpadł na pomysł, żeby założyć serwis pomagający osobom, które straciły karty kredytowe. Pod jednym numerem telefonu można zastrzec skradzione/zgubione plastiki. Pomysł świetny. Udało się Grzegorzowi odpalić firmę, zarejestrować domenę 9584.pl która jest jednocześnie numerem telefonu alarmowego.
Firma się kręci. Źródłem przychodu jest opłata wnoszona przez banki. No właśnie. Żeby rozpocząć współpracę, twórca serwisu spotkał się z przedstawicielami Związku Banków Polskich.
“Jeszcze przed rozpoczęciem swojej działalności, poinformowaliśmy Związek Banków Polskich o koncepcji uruchomienia Centrali Kart Kredytowych. Osobiście spotykałem się z przedstawicielami ZBP i kilkukrotnie składałem propozycje nawiązania współpracy. Niestety nie spotkałem się z przychylnością do rozpoczęcia współpracy” – stwierdza prezes AllCards Grzegorz Głowacki.
To dobrze, czy źle? Nie wiem, to jest biznes… a biznes jest nieprzewidywalny.
Ale pojawił się termin, którego nie znałem, a mianowicie NDA (jak to dobrze czasem poczytać mądre blogi). Na blogu Piotra Wrzosińskiego pojawiła sę ciekawa definicja NDA sformułowana przez Olgierda (link).
NDA czyli Non-Disclosure Agreement to po prostu umowa o zachowaniu poufności, na podstawie której strony (lub jedna ze stron) zobowiązują się do zachowania w tajemnicy informacji o wspólnym przedsięwzięciu, projekcie, planach partnera w biznesie czy też po prostu rezultatach wspólnego działania.
Na gruncie polskiego prawa NDA to nic innego jak umowne określenie zasad odpowiedzialności odszkodowawczej. Przyjmuje się, że w drodze umowy można praktycznie dowolnie rozszerzyć (bądź ograniczyć) odpowiedzialność za wyrządzoną innej osobie szkodę (z pewnymi ograniczeniami – art. 473 par. 2 kc).
Umowa tego rodzaju jest umową nienazwaną, jednak aby miała ręce i nogi powinna moim zdaniem składać się co najmniej z:
- starannego opisu przedmiotu umowy (czyli co dokładnie ma podlegać ochronie),
- opisu środków (technicznych, organizacyjnych), które strony zobowiązują się zachować w celuochrony danych dotyczących kontrahenta,
- wskazania sposobu komunikacji stron, zwłaszcza jeśli chodzi o decydowanie o sposobie upubliczniania informacji, które są z założenia niejawne, ale w toku procesów biznesowych jawnymi się stają.Nie jest niezbędnym elementem umowy określenie wysokości odszkodowania za naruszenie jej postanowień – w takim przypadku strona dochodząca swoich praw będzie musiała wykazać fakt naruszenia oraz wysokość poniesionej szkody oraz związek przyczynowy między działaniem partnera a powstaniem szkody – jednak można określić ją na zasadzie kary umownej
(art. 483 par. 1 kc).Zastrzeżenie kary umownej będzie miało taki skutek, że osoba, której wyrządzono szkodę będzie musiała wyłącznie wykazać fakt wyrządzenia szkody przez drugą stronę umowy, natomiast nie będzie konieczne przedstawianie dowodów na wysokość tejże szkody.
Niekiedy umowy NDA mają za zadanie chronić same w sobie pomysły (np. na doskonały biznes, serwis internetowy etc.). Uważam, że jest to pomysł o tyle nieszczególny, o ile pomysł sam w sobie nie podlega ochronie ani na podstawie przepisów prawa autorskiego (art. 1 ust. 2(1) pr.aut.), zaś dochodzenie jego ochrony na podstawie przepisów o nieuczciwej konkurencji jest niezwykle trudne.
O ochronie w takim przypadku trudno jest mówić przed powstaniem jakiegokolwiek substratu materialnego, choćby w postaci scenariusza działań (nie mówiąc o elementach serwisu, np. kodzie źródłowym). NDA znacznie lepiej nadają się do ochrony przedsięwzięć dotyczących już działających jednostek - choćby w przypadku planów sprzedaży funkcjonującego na rynku przedsiębiorstwa inwestorowi.
Więc zasada ograniczonego zaufania…
Skutkiem zaufania ze strony Grzegorza Nowackiego dla ZBP jest informajca, że ZBP i TP pracują nad projektem stworzenia jednego numeru do zastrzegania kart kredytowych dla członków związku. Co dziwnejsze związek podczas rozmów stwierdziła, że nie potrzebuje takiego numeru.
“Ponadto, Rada Wydawców Kart Bankowych ZBP uznała w czerwcu, że istniejące sposoby zastrzegania kart są wystarczające i dlatego nie rekomendowała zaangażowania się banków we współpracę z Centralą Kart Kredytowych. Brak przychylności z ich strony zamknął nam niestety drogę do współpracy z większością banków” – przyznaje Głowacki.
Czyżby to było działanie z premedytacją? Taka opinia zamknęła możliwość współpracy AllCard-u z większością banków zrzeszonych w Związku Banków Polskich.
Któż to wie… Za malutki jestem :)
Co zrobić w takiej sytuacji? Być po prostu lepszym…


2 Responses to “Ile wart jest pomysł na biznes?”
Ciekawy wpis. Problem tylko w tym kiedy podpisywac taka umowe i jak ja przedstawic drugiej stronie do podpisania.
Szczerze mowiac nie spotkalem sie jeszcze nigdzie w polskiej sieci z opisem zastosowania takiego czegos. A dziwne, bo na zachodzie to standard.
Moze ktos ma wiecej doswiadczen?
By Einer (1 comments.) on gru 7, 2008
@Einer: NDA jest jak najbardziej zwyczajowym “manewrem”. Nie tylko w “sieci”, w offline’ie też. NIGDY nie pokazujemy _SZCZEGÓŁÓW_ swoich pomysłów za 12,50 + VAT bez podpisania NDA. Nie warto rozmawiać też z kimś takim jak ZBP (w tym konkretnym przykładzie – warto było pochodzić po bankach). Co zresztą robiła z dokładnie tym samym pomysłem od wielu już lat w Polsce firma Securia i serwis blokada.pl.
Nie da się podpisać NDA na pierwszym spotkaniu w sprawie pomysłu. Jeśli partner jest zainteresowany, to na drugim lub trzecim trzeba to podpisać obowiazkowo. To nasz pomysł. Jeśli widać, że nie chcą gadać (na pierwszym spotkaniu widać zwykle), to nie ma o czym mówić i jest to ryzyko podejmowane przez pomysłodawcę. Znam conajmniej dwadzieścia przykładów nie zainteresowanych potencjalnych partnerów, którzy potem robią sami podobne lub identyczne rzeczy. To sie nazywa free consulting. Dlatego pomysł jest wart 12,50 + VAT. Wartość ma tylko egzekucja, inwestycja i czas potrzebny na launch. Potem mozna szukac partnerow i sprzedawac pomysl za 1 250 000 + VAT ;).
By z2strony (1 comments.) on gru 16, 2008