Wschodzący Białystok
- Sierpień 3, 2009
Tour de Pologne – won z Białegostoku…
… czyli rapor z oblężonego miasta.
Nim władze miasta nie nauczą się jak przygotowywać tego typu imprezy, nie życzę sobie kolarzy w moim mieście.
Won.
Przejazd i objazd kolarzy po centrum miasta zablokował zupełnie centrum w godzinach 14.30 do 19.00, czyli w godzinach w których ludzie wracają z pracy. Centrum (Lipowa, Rynek Kościuszki, Aleja) zostały odgrodzone, a przejście było możliwe tylko i wyłącznie “z dobrego serca” strażnika miejskiego. A ja tragiłem na strażnika miejskiego, nie dość, że bez serca, to jeszcze gbura. Co ciekawsze, gbur ten miał odznakę numer 003 i jedną gwiazdkę na naramienniku, więc musiał być jakąś szyszką.
Miejsce akcji: Przejście dla pieszych przy kościele św. Rocha. Miejsce ogrodzone i pilnowane przez strażników miejskich. ZApytałem, czy można przejśc na drugą stronę. Za pierwszym razem szanowny strażnik nie raczył mi odpowiedzieć. Co gorsza, nie zwrócił nawet na mni uwagi. Zapytałem ponownie i usłyszałem:
- Nie, właśnie jadą. Ślepy pan jest?
Żadnej informacji, gdzie mogę przejść, ew. ile musze poczekać, żeby przejść. Żdanego przepraszam, żadnego pokierowania.
Zadzwoniłem pod 986 i zapytałem, czy strażnicy miejscy, a szczególnie strażnik o numerze 003 nie musi grzecznie odnosić się do obywateli miasta. Strażnik po drugiej stronie przyznał, że jest “za krótki” na pana kierownika i jest w stanie zwrócić mu uwagi. Co ciekawsze, bezpośrednim przełożonym p. o numerze 003 jest sam komendant straży miejskiej.
Co mogę zrobić?
Mogę zamknąć się, ale też mogę poprosić o wizytę u pana szefa straży miejskiej… Nie odpuszczę sobie takiej przyjemności… Jutro zadzwonię i poproszę o “audiencję” :)
A co do organizacji tego bałaganu?
Na całej trasie przejazdu (a więc pętli dzielącej centrum na 2 części) nie było żadnych oznaczeń przejść, strażnicy miejscy nie udzielali żadnych informacji. Przejścia odbywały się na zasadzie przepędzania bydła (tak się czułem, przebiegając szybko przez trasę przejazdu) – sygnał i bydło biegnie.
Organizatorzy nie potrafili zapewnić minimum komfortu mieszkańcom.

