.

Mobilna myszka MS Wireless Mobile Mouse 4000 – test

Dostałem do testów mobilną myszkę Microsoftu. Temat dla mnie tym bliższy, że od jakiegoś czasu dziennie przejeżdżam pociągiem ponad 260km. Dodatkowo moja stara myszka odmówiła nie wytrzymała trudów tak ciężkiego życia i odmówiła posłuszeństwa – czas więc był rozejrzeć się za czymś nowym.

Read the rest of this entry »

Ulubiony.pl – reakt.

Byłem na ostatnim ShopCampie, który odbył się 15/16 maja 2010 w Warszawie. Taki plus mojej wyprowadzki do Łodzi, że wszędzie mam teraz blisko – rzut beretem do Warszawy, trochę dalej do Wrocławia, Poznania i Krakowa – ale i tak lepszy dojazd niż ze skrajnego Białegostoku. Więc teraz będzie mnie więcej na spotkaniach “branżowych” z Ochrony Danych Osobowych, E-marketingu, SEM, SEO i ogólnie na różnych BarCampach.

Ale nie o tym chciałem. Dzisiaj będzie opowieść o dobrze zapowiadającym się biznesie, który w pewnym momencie zdrowo wyrżnął o glebę. Czekałem na prezentacje z tej edycja ShopCampu, ale niestety nie mogę się doczekać – więc zanim nie zapomnę to postaram się poskrobać trochę. Będzie bez nazwisk i bez konkretów. Pojawią się one w momencie kiedy dorwę prezentację z ShopCampu.

Ten biznes, to sklep internetowy ulubiony.pl. Część z internautów na pewno zna ten sklep, który działał sobie w latach 2006-2008. Ulubiony prowadził sprzedaż szeroko pojętej elektroniki i podzespołów komputerowych. Jak większość biznesów, szli na kredycie kupieckim, na małej marży z nadzieją, że będzie dobrze. I wszystko było dobrze, do czasu. W pewnym momencie nastąpiło tąpnięcie i biznes posypał się dokumentnie. Jeżeli chcecie poczytać o zamieszaniu jakie powstało w internecie, to proponuję wrzucić do Google frazy: ulubiony.pl lub MBBC sp. z o.o.. Tąpnięcie spowodowało lawinę zdarzeń: złe opinie, artykuły w gazetach, odwrócenie się dostawców, utrata płynności finansowej… Nie będę wchodził w szczegóły (są one w prezentacji), ale poszło to dość szybko. Nastąpiła upadłość – nikt nic nie dostał: ani dostawcy, ani odbiorcy. Wszyscy utopili kasę. I o kasę tu właśnie chodzi.

Jeden ze współwłaścicieli ulubiony.pl pojawił się na warszawskim ShopCampie z bardzo brutalną prezentacją. Z prezentacją, która powinna sprowadzić na ziemię wszystkich biznesowych wizjonerów, którzy mają nadzieję, ze jakoś to będzie. Szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem odwagi występującego. Prosto jest opowiadać o swoich sukcesach, natomiast bardzo ciężko przyznać się do swoich błędów i opowiadać o tym na forum publicznym, wiedząc że wszystko nagrywane jest na video i za jakiś czas pokaże się w sieci.

Natomiast w prezentacji pojawił się wątek, który zupełnie zwalił mnie z nóg. Mianowicie wątek reaktywacji sklepu, pod nadzorem organu kontrolnego w celu spłacenia wierzycieli: klientów, dostawców i skarbu państwa. Nie spotkałem się do tej pory z nikim, kto chce wracać do biznesu z założeniem, że spłaci zaległości, którymi w świetle prawa nie musi się zajmować. Przecież upadłość została wykonana, temat został zamknięty i można rozpoczynać drugie życie. Tu jednak sklep ulubiony.pl ma zostać reaktywowany, żeby odrobić stare długi.

Trzymam kciuki. Mam nadzieję, że wyjdzie. :)

Prezentacje i video z tego wystąpienia umieszczę jak tylko pojawią się w sieci.

–edit–

Obszerny wpis dotyczące planów ulubiony.pl zamieścił Gadzinowski na swoim blogu. Jest tam tez już prezentacja.

A Marcin faktycznie zaczyna chyba działać – wczoraj spotkałem go na SEMCampie.

Blog reaktywacja

Reaktywuję swojego bloga.

Jak widać zmienił się layout strony i w dalszym ciągu będę prowadzał drobne poprawki. Zmieni się też zakres tematyczny wpisów umieszczanych tutaj. Ponieważ zrobiło się mydło, widło i powidło trochę się pogubiłem… więc trzeba posprzątać. Na pewno będzie o tym, czym się interesuję:
- e-marketingu (SEM, SEO, PPC, Social Media Marketing)
- startupy
- ekonomii (social lending, kredyty na inwestycje, inwestycje)

Nie wyrzucam starych wpisów, bo trochę szkoda ruchu, ale stare kategorie zostały przerzucone niżej.

Mam problem z wymyśleniem otagowania, ale zaraz coś wymyślę. :)

Wpisy będą pojawiał się raz w tygodniu (nie rzadziej…).

To do zobaczenia wkrótce. :)

Twoja twarz

Nasza-Klasa musi zapłacić odszkodowanie ze wykorzystanie zdjęcia jednego z użytkowników serwisu w reklamie karty kredytowej. Co ciekawsze, tym użytkownikiem jest mieszkaniec Białegostoku. Nie ma to jak twardy chłop ze wschodu :)

Krzysztof żądał od właścicieli NK odszkodowania w wysokości 350k PLN za użycie jego wizerunku w reklamie karty kredytowej jednego z banków reklamowanych na portalu. Zapewne użytkownicy NK pamiętają tą reklamę. Mnie ona dość irytowała.

Wrocławski sąd okręgowy przyznał jednak odszkodowanie w wysokości jedynie 5k PLN. Szkoda… Prowadząca sprawę sędzia Aneta Fiałkowska-Sobczyk w uzasadnieniu oświadczyła, że wizerunek człowieka jest jego dobrem osobistym i wykorzystanie go bez zgody w celach reklamowych jest naruszeniem tego dobra. Jednak nie doszło do rozpowszechniania reklamy. Poza tym sytuacja życiowa Krzysztofa R. nie uległa w wyniku tego pogorszeniu, nie doznał on uszczerbku na zdrowiu, dlatego kwota 5 tys. zł jest wystarczająca. Bowiem rekompensata się należy, ale w odpowiedniej wysokości.

Odrzuciła też, linię obrony NK, że otwierając swój profil osoba godzi się na zasady, zgodnie z którymi pozwala na wykorzystywanie swojego wizerunku. Jak uznała sędzina, wizerunek może zostać użyty wyłącznie w celach społecznościowych, nie reklamowych.

Prawnicy NK będą odwoływać się od wyroku.

Bardzo cieszę się, że zapadł wyrok skazujący NK na jakąkolwiek karę. Mimo, że jest jeszcze cała ścieżka odwoławcza, to jednak właściciele innych serwisów zastanowią się kilka razy, zanim użyją moją twarz do reklamowania czegokolwiek. Nawet tylko w  obrębie mojego profilu.

Łaska klienta

To że zdobycie nowego klienta jest kilkakrotnie droższe niż utrzymanie już wcześniej zdobytego, wie każdy, kto miał jakikolwiek związek z marketingiem. To, że klientów stałych, trzymających się jednej marki od lat, należy doceniać, uczą (a przynajmniej powinni) na każdych kurach związanych z marketingiem. Niestety… nauka jedno, a podejście do klienta – drugie. Teoria ma niezbyt wiele wspólnego z praktyką.

Widać to bardzo dokładnie na przykładzie operatorów telefonii komórkowej. Walka toczy się o nowe dusze, praktycznie za każdą cenę. Zasada jest prosta – złapać klienta, przywiązać na okres umowy… a potem olać. Oczywiście jakiś tam ścisk zaczyna się pod koniec umowy, ale oferta nigdy nie jest tak dobra, jak dla nowego klienta. Niby rozumiem, nacisk na zdobywanie klientów, ale w połączeniu z olewaniem dotychczasowych doprowadza to do pływania użytkowników pomiędzy firmami. Firmy wydają dużo więcej pieniędzy na podbieranie sobie klientów, niż ich utrzymanie.

Zacząłem od telefonii komórkowej, a skończę na jednym wrednym kliencie firmy taksówkarskiej. Od ponad 7 lat jestem (a w sumie byłem) wiernym klientem Komfort Taxi 7444444 w Białymstoku. Doszło do tego, że znałem większość taksówkarzy jeżdżących w tej korporacji, a oni znali mnie. Byłem też rozpoznawany przez  część operatorek telefonicznych. Było to o tyle wygodne dla obu stron. Zdarzały się jakieś małe problemy (np. taksówkarz naciągnął mnie raz na 2 złote, ale po prostu wypadał on z lity taksówek, które mogły po mnie przyjeżdżać). Jednak jako klient mam potworną wadę: mam psa, z którym czasem lubię przejechać się taksówką. A sumie, to częściej jeździłem z psem teściowej (lżejszym i mniejszy).

Zawsze jadać z psem informowałem o tym fakcie operatorkę telefoniczną i nigdy nie było problemu z przyjazdem taksówki. Zawsze i nigdy… do czasu.

Problem pojawił się kilka dni temu, gdy odbierałem teściową z dworca PKP. Jak zawsze poprosiłem o taksówkę z możliwością przewiezienia psa.  No i bardzo się zadziwiłem: operatorka poprosiła mnie o poczekanie, bo będzie szukać taksówki, która będzie chciała mnie zabrać. Po krótkim czasie usłyszałem nowinę: pani nie może znaleźć żadnego taksówkarza w pobliżu, więc będę musiał sobie sam poszukać taksówki, która mnie zabierze.

Szczerze mówiąc zatkało mnie to. Po 7 latach usłyszałem, żebym sobie poszukał innej taksówki. Tak więc powiedziałem tej miłej pani, że w takim wypadku kończymy naszą współpracę i już nigdy nie przejadę się ich taksówkami. Pani chyba zrobiło się głupio, bo doszło do niej co się stało.

Na chłodno mogę powiedzieć, że najbardziej wkurzył mnie sposób prowadzenia rozmowy przez operatorkę. Podczas przyjmowania zgłoszenia dało się zauważyć, że pies to jest dla niej problem (a przecież nigdy nie był to problem). Wypytywała o wagę psa (mimo, że już wcześniej ją podałem), kręciła nosem (dało się to wyczuć w trakcie rozmowy). Na koniec rozwalił mnie tekst, że nie może znaleźć taksówki z pobliżu. Szczerze mówiąc guzik mnie to interesuje – ja składam zlecenie, ona jest od tego, żeby taksówkę ściągnąć. I nie interesują mnie wewnętrzne problemu korporacji. Mogę dłużej poczekać na taksówkę, ale nie mam ochoty słyszeć, że mój pies stanowi jakiś problem. Nie chcę nawet słyszeć, że moje dłuższe oczekiwanie jest spowodowane tym, że jadę z psem.

Po prostu: pewnych informacji z życia firmy, nie ujawnia się klientowi.

Tak więc łaska klienta na pstrym koniu jeździ… jedna nieuwaga i tracimy go. O tym należy pamiętać. :)

Nasza Klasa w odwrocie

Wczoraj dostałem na Facebooku zaproszenie do kontaktu, które zwaliło mnie z nóg. Do znajomych zapraszała mnie moja własna, rodzona matka. Szczerze mówiąc szczęka mi opadła z wrażenia, bo… nie spodziewałem się tego. :)

Ale kiedy pozbierałem się… coś mi zabłysło. Czy to znaczy, że użytkownicy N-K szukają alternatywy… i przenoszą się na KsiażkęMordową?

Przyglądając się historii życia profilu mojej rodzicielki na N-K, muszę przyznać, że jest dość typowy i obrazuje zachowanie się większości użytkowników. Najpierw było odkrycie, potem radość ze znalezienia starych znajomych, potem impreza… oczywiście fotki. W pewnym momencie cisza. Po prostu Nasza-Klasa znudziła się… pass, szlus, to już jest koniec… Portal przestał być tematem rozmów przy rodzinnych spotkaniach. Ominęły mnie nawet kontrowersje związane ze śledzikiem (bo to jednak chyba domena młodszych) – starsi znaleźli znajomych z dawnych lat.

Na horyzoncie pojawił się jednak Facebook… i w sumie nie wiem w jakim celu swój profil założyła moja rodzicielka-emerytka (na pół etatu). Nigdy nie myślałem o KsiążceMord jako miejscu dla osób w wieku 50+ – raczej grupą docelową tego miejsca były osoby młode, techniczne…

Czyżby konto na Facebooku mojej rodzicielki było objawem trendu migracyjnego z Naszej Klasy?

Niespodziewana wygrana: szkolenie SEO

Wpis typowo prywatny :)

Właśnie wygrałem  szkolenie z SEO :) W szybkim konkursie zorganizowanym na Blip.pl przez ^structus. :) Wygrałem konkurs dzięki temu że nie trzeba było odpowiadać na żadne pytania, tylko szybko się zgłosić. Byłem 2, ale ^pirat zrezygnował. Tia… szkolenie jest 10 grudnia w Poznaniu, a ja mieszkam w Białymstoku. Ale trzeba jechać. :)

No i zająłem się tematem. Ponieważ jest to okres przedświąteczny, to trzeba zrobić to na low budget.

1. Pies Joszko zostanie oddany do Teściowej. Jeden problem załatwiony

2. Podróż:

- Wyjazd we środę o 16.00 z Białegostoku, przesiadka na Wschodniej o 18.53 i w Poznaniu jestem o 22.38.
- Powrót w piątek o 10.26 z Poznania i w Białymstoku jestem o 16.51.

3. Nocleg: tani nocleg Hostel Poznań.  W sumie nie potrzebuję luksusów, bo we środę nie będę żył, a z czwartku-piątek. Adres: ul. Słowackiego 40,

4. Szkolenie: NH Poznań Hotel. Adres: Święty Marcin 67.

http://www.sprawnymarketing.pl/szkolenia/seo-pozycjonowanie/

Temat załatwiany na wariackich papierach, ale mam nadzieję, że będzie warto :)

A na koniec informacja o sponsorze :)

produkty_strukturyzowane

Swoje miejsce na szkoleniu oddał mi Marcin Krasoń, właściciel portalu o produktach strukturyzowanych.

O co chodzi Murdochowi???

Rupert Murdoch jest jest prezesem i CEO News Corp, która w swoim portfelu posiada kilka największych i najbardziej poczytnych dzienników amerykańskich i angielskich. Murdoch zasłynął ostatnio wydając wojnę Googlowi i agregatorom treści. Jednocześnie rozpoczął prace nad zabezpieczeniem dostępu do swoich serwisów i przeniesieniem prasy do internetu…

Ale o co chodzi temu Murdochowi? :)

Na początku proszę zajrzeć jakimi tytułami dysponuje News Corp. :). Czy wariat mógłby zarządzać takimi tytułami. Oczywiście do tego dochodzi sieć telewizyjna FOX i kilka jeszcze pozycji biznesowych…

Ostatnio Rupert Murdoch przedstawił swoją wizję prasy w 21 wieku w tekście Journalism and Freedom.

Wbrew prognozom i temu co możemy zobaczyć na rynku wydawniczym, kreuje on optymistyczną wizję dziennikarstwa. Twierdzi, że “przyszłości dziennikarstwa jest bardziej obiecujące niż kiedykolwiek – ograniczona jedynie przez wydawców i producentów którzy nie chcą walczyć o czytelników i widzów lub  rząd używający ciężkiej ręki do regulowania lub dotowania nas” (dość dowolne tłumaczenie… przepraszam).

Ale jak ma być dobrze, kiedy robi się coraz gorzej. Na świecie spada czytelnictwo, kryzys powoduje, że ludzie przestają kupować prasę, korzystając z newsów dostarczanych przez internet. Murdoch widzi przyszłość dziennikarstwa w połączeniu z zaufaniem, jakim darzą dziennikarzy czytelnicy z szybkością publikacji i zasięgiem jakie oferuje internet.

Żeby jednak trzymać poziom tekstów i ich wiarygodność… trzeba zerwać z “darmowym internetem” i pobierać opłaty za publikowane treści. Obojętnie czy będzie to publikacja na stronach www czy dostarczanie kontentu na urządzenia mobilne. Wiele osób burzy się na poczynania Murdocha i nazywa go wariatem, ale czy wariat może prowadzić tak dużą firmę…. :)

Akurat w pełni zgadzam się z poglądami głoszonymi przez Ruperta. Cieszę się z ostatnich poczynań projektowych w RUCH S.A. oraz popularyzacji e-czytelnictwa przez Kolporter S.A. (projekt eClicto). Czekam na rozwój wypadków. A wszystkim sceptykom proponuję zapoznanie się z całością tekstu Journalism and Freedom

Wpis reklamowy na blogu jest beeeee????

Dzisiaj rano, Mediafun, będąc na przepustce pomiędzy  pomiędzy szpitalem i dializą (a tak przy okazji niech Ci Mikołaj przyniesie zdrową nerę pod choinkę) puścił na blipie status o tym, że jest ktoś zaproponował mu umieszczenie na blog.mediafun.pl sponsorowanej informacji prasowej wraz z Jego komentarzem…

Z przebiegu dyskusji wynikało, że nie w smak mu taka propozycja. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdzwiło, tym bardziej, że nikt nie sugerował jak ma wyglądać owy komentarz. By może nie zrozumiałem tematu, bo nie wiem, czy płatna informacja prasowa znaczy, że właściciel infromacji miał zapłacić Maciejowi za jej umieszczenie, czy chciał to za darmo… :)

Ale zakładając, że miałaby to być płatna informacja prasowa, to nie widzę problemu z umieszczeniem jej na blogu i oznaczeniem jako reklama. Bo dlaczego nie? Czy jest to oznaczona reklama czy po prostu box reklamowy (np. AdTaily) – jeden grzyb. Przecież wszyscy (mam nadzieję) zgadzają się z tym, że nie ma odwrotu od reklam na blogach…

Jak powinien (moim zdaniem) wyglądać wpis reklamowy na blogu? Przykład: mBank zwyciężył w prestiżowym rankingu miesięcznika Forbes . Tekst reklamowy powinien być: oznaczony – wyraźnie i czytelnie. Tak, żeby nawet czytelnik, który trafia na nasz blog przypadkowo (i wpis) nie musiał szukać gdzieś na blogu informacji, że to być może jest reklama…  Takim anty przykładem jest FAKT i reklama sprzed roku, o której pisałem w  Gówno nie gazeta. Wtedy właśnie to wydawca FAKTu otworzył przy współpracy z Kolporter S.A. własny sklep internetowy i wywalił na pierwszej stronie artykuł o tym, jak tanie są zakupy w internecie, jako przykład podając ceny ze swojego sklepu.

Wolę oznaczoną reklamę i oznaczone wpisy reklamowe od…

…od promowania produktów przez bloggerów. :) Łakomy kąsek, smaczny temat, tym bardziej, że często ten sprzęt zostaje na własność testującego bloggera. Ostatnio blogvertising.pl dał 4 blogerom do testowania nüvifony Garmin-Asus. Jeden z nich trafił do Łukasza Więcka (wiecek.biz). No i tu widzę mały problem. Oczywiście nie zarzucam tu Łukaszowi czegokolwiek, ale…

…zanim trafiłem na wpis Łukasza o tym, że dostał do testów to urządzenie, zobaczyłem na blipie status ze zdjeciem psa Łukasza i informacją

Mój pies i jego kolega “zza krat” :D Foto zawdzięczamy #G60, który ostatnio towarzyszy nam na każdym spacerze :) #PokaPsa #PokaKolegęPsa #Tuszek

Potem trafiłem na zdjęcie tabliczki z grupą krwi Łukasza i podpisem:

No nie może być… po przeszło pół roku dostałem wreszcie tą kartę z #RCKiK :D Btw – ten Garmin-Asus #G60 robi całkiem przyzwoite fotki nawet w pomieszczeniu :)

W międzyczasie było jeszcze kilka statusów z reklamą G60, bez informacji, że sprzęt został udostępniony do testów a Łukasz wykonuje pracę reklamową.

Patrząc z pozycji osoby, która nie trafiła jeszcze (i być może nie trafi) na bloga i nie doczytała się, że jest właśnie blipowicz/blogger wykonuje swoją robotę, jest to nieuczciwa reklama. Reklama bez oznaczenia, że jest to działalność reklamowa. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że… no właśnie nie wiem, co można powiedzieć. Można powiedzieć, że wystarczyło zajrzeć na bloga i zobaczyć wpis Dostałem do testów komórkę Garmin-Asus Nüvifone G60. Ale dla mnie jest to równoznaczne z tym, ze można sobie popatrzeć w stopkę sklepu Literia.pl i wyczytać, że właścicielem jest Axel Springer Polska Sp. z o.o.

Ale jeżeli ktoś nie doczyta się, to będzie opierał się na opiniach właściciela produktu, a nie człowieka wynajętego do testów. Zgrzyt, mimo, że nawet opinie Łukasza mogą nie odbiegać od prawdy.

Granica reklamy jest cienka… i bardzo łatwo ją przekroczyć.

Poranne przygody frzjerskie…

Ci co mnie znają lub mnie widzieli, wiedzą że mam dość dziwną fryzurę: irokeza i poskręcany w małe dredy czub. Niby trochę odmienny fryz od całej reszty ludności, ale jakoś nikt mnie do tej pory nie zaczepiał z tego powodu.

Trochę inaczej było dzisiaj…

Jadę sobie do pracy autobusem… przed przystankiem podchodzę do drzwi i sobie czekam na zatrzymanie się autobusu. Przy drzwiach siedzi starsza pani. Pochyla się do przodu, do mnie i szeptem mów mi:

  • Kupi sobie pokrzywę, zrobi herbatkę i popłucze…

Trochę mnie zwaliła z nóg, więc pytam:

  • Co popłucze?

A ona na to jeszcze większym szeptem:

  • Włosy popłucze.

Panienka siedząca za babcią, dostała ataku głupawki, a ja zaczynam delikatnie tłumaczyć staruszczce, że to tak specjalnie. I że na dodatek, przychodzi specjalnie dziewczyna, żeby te włosy skręcać. :)

Babcia zrobiła taką minę, jakby rozmawiała z idiotą… wyszeptała tylko:

  • A taki ładny chłopak.

No i autobus stanął, a ja wysiadłem. Poranek jest piękny. Nie ma to jak zacząć zabawnie tydzień. :)